Północna Tajlandia. Atrakcje Chiang Mai.

Lubię Chiang Mai. Nawet bardzo. Zazwyczaj nie chcę wracać do miejsc, które już odwiedziłam, ale dla Chiang Mai zrobiłabym wyjątek. Co takiego ma w sobie to  otoczone górami i dżunglą drugie po Bankoku miasto Tajlandii? Oto konkrety:

1.Świątynia na Doi Suthep

Światynia Wat Phrathat Doi Suthep oddalona kilkanaście kilometrów od miasta jest zdecydowanie najpiękniejszą i najbardziej okazałą świątynią jaką widziałam w Tajlandii. Położona na szczycie wzgórza ma niepowtarzalny klimat i urok. Składa się z trzydziestu budowli różnej wielkości i prowadzi do niej kilkaset stromych schodów. Ogromnym atutem jest taras widokowy, z którego można obejrzeć całe Chiang Mai. Minusem są wszechobecne tłumy, z którymi przyjdzie Wam dzielić zachwyty nad bogatą ornamentyką i okazałością budowli. Mimo to polecam serdecznie!

Chian mai Doi Siteph

2.Świątynie w mieście.

Chiang Mai to miasto świątyń, bardziej i mniej imponujących. Każda ma coś w sobie. Ja osobiście mogę polecić Wat Phra Singh, Wat Pan Tao, Wat Chedi Luang and Wat Umong. Jedną z zaskakujących atrakcji jest możliwość ucięcia sobie pogawędki z mnichem buddyjskim, prawie w każdej świątyni wydzielone są tak zwane „chat zones” lub „chat roomy”. Ja oczywiście skorzystałam 😉 Zaczęło się od rozmowy o buddyzmie a skończyło na wyjaśnianiu różnic między czasami angielskimi, ponieważ mnich poprosił mnie o korepetycje (które trwały jeszcze dłuższy czas po moim powrocie do Polski).’

Chiang mai monk chat

3. Sanktuarium słoni.

I w tym miejscu trochę się boję. Bo jeździłam na słoniu. I miałam z tego frajdę. I nie wiedziałam, że to coś złego. Tajlandię odwiedziłam 6 lat temu, nikt nie wspominał o tym, że w tak zwanych „Elephant Parks” słoniom dzieje się krzywda. A ponoć tak było. Teraz jazda na słoniu jest w Tajlandii zakazana. Na szczęście dla tych wszystkich, którzy marzą o bliskim kontakcie z tymi olbrzymami powstały nowe miejsca przyjazne zarówno dla zwierząt jak i turystów.  Miejscem cieszącym się najlepszą opinią jest Elephant Nature Park. Jest to angażujące wolontariuszy centrum ratowania i rehabilitacji słoni, otwarte również dla zwykłych turystów. Zarezerwuj swoją wizytę z wyprzedzeniem – w sezonie miejsca są już zajęte na kilka miesięcy do przodu!

Chiang mai elephants

4. Trekking w dżungli

Ostatnio koleżanka zapytała mnie o miejsce, w którym czułam się naprawdę szczęśliwa. Nie namyślałam się długo nad odpowiedzią. To miejsce to dżungla w okolicach Chiang Mai gdzie spędziłam dwa, niezapomniane dni w towarzystwie ludzi z plemienia Karen. To była przygoda mojego życia! Wielogodzinny trekking po dżungli, podziwianie egzotycznych zwierząt i roślin, kąpiel w dzikim jeziorze z wodospadami, prowizorycznie przygotowywane posiłki na liściach bananowca i nocleg w wiosce z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Czułam się jak we śnie. Ludzie, u których gościliśmy (miejscowy szaman z rodziną) okazali się być bardzo otwarci i przyjaźni. Nie wiem jak to możliwe, ale spędziliśmy wiele godzin w ich towarzystwie nawet nie zauważając, ze nie mówimy wspólnym językiem- tak świetnie się z nimi dogadywaliśmy. Nasz dzień w wiosce upłynął na nieśpiesznym przygotowywaniu posiłku z gospodynią, polowaniu na szczury (popularne źródło białka w dżungli-próbowaliśmy-smakuje jak kurczak;-), popijaniu ryżowego wina i obserwacjach tutejszego życia. Mieliśmy szczęście, bo wioska była znacznie oddalona od Chiang Mai, nie było w niej żadnych innych turystów, wszystko było autentyczne i dlatego tak unikalne. Szczerze polecam więc hotel SK HOUSE 2, w którym zatrzymaliśmy się podczas całego pobytu w Chiang Mai i który zorganizował dla nas te dwa niesamowite dni w wiosce plemienia Karen.

okolice cchiang mai

5. Kurs gotowania.

Chiang Mai według wielu to najlepsze miejsce do zgłębienia tajników tajskiej kuchni. Dlatego też to właśnie tutaj zdecydowaliśmy się pójść na jednodniowy kurs gotowania, który zakładał: wizytę na lokalnym markecie i ciekawą pogadankę na temat głównych składników kuchni tajskiej, wizytę w ogrodzie ziołowym i nie tylko (strącanie papai kijkiem;) oraz oczywiście gotowanie. Z bogatego menu mogliśmy wybrać cztery potrawy, których przyrządzania chcieliśmy się nauczyć. Naszym nauczycielem był Permpoon Nabnian-kucharz z 20-letnim doświadczeniem oraz rozbrajającym poczuciem humoru. Na koniec każdy z nas dostał certyfikat oraz książkę z przepisami do zrobienia w domu. Podsumowując, było to niezwykłe przeżycie warte każdej złotówki, a raczej bhata (990bh).

streetfood tajskie

6. Masaż w więzieniu

Naprawde! W Chiang Mai jest wiezienie dla kobiet mające bardzo ciekawy program resocjalizacyjny. Osadzone w nim kobiety uczą się zawodu, a gdy do końca wyroku pozostaje im nie więcej niż sześć miesięcy, mogą zacząć prace w przywięziennym salonie masażu. Dzięki zarobionym w ten sposób pieniądzom więźniarki maja pewne środki na rozpoczęcie nowego życia. Jeśli nie obawiasz się oddać w ręce kryminalistek-to szczerze polecam! Salon czysty, masaż profesjonalny, a panie masażystki- arcymiłe. Ale uwaga! Jeśli masaż tajski kojarzy Ci się z błogim relaksem to jesteś w błędzie. Owszem odprężenie przychodzi potem, ale w trakcie…

Pierwszą rzeczą, która może Was zaskoczyć jest fakt, ze podczas masażu zostajecie ubrani, nie ma konieczności rozbierania się. Po drugie masaż tajski to nie tylko uciskanie, głaskanie i rozmasowywanie ciała, ale też formy jogi pasywnej, elementy akupresury i refleksologii. Pani Tajka będzie na Was wsiadać, chodzić Wam po plecach, w różny sposób wyginać Wasze ciało. Masaż może trochę boleć jeśli jesteście spięci i zestresowani. Ma za to mnóstwo właściwości zdrowotnych. Jednym słowem: warto!

7. Bua Thong Sticky Waterfalls

Niestety nie starczyło mi czasu na wycieczkę do wodospadu Bua Thong – ale nie mogło go zabraknąć w tym zestawieniu, bo brzmi rewelacyjnie! To wodospad płynący po skale wapiennej, której struktura nie pozwala Ci się poślizgnąć. Dzięki temu bez problemu można się po nim wspinać. Stąd jego potoczna nazwa „Sticky Waterfall” – klejący wodospad. Jeśli pojadę do Tajlandii ponownie, z pewnością będzie na szczycie mojej listy priorytetów w tej okolicy.

8. Sunday  and Saturday Walking market

Walking Market powinien nazywać się Never Ending Walking Market , ponieważ ulica na której ustawione są budki z jedzeniem i kolorowe stragany zdaje się nie mieć końca! Kupisz tam wszystko – tradycyjne tajskie potrawy, owoce, przyprawy, pamiątki, ubrania. Zobaczysz spacerujących lady boy’ów pozujących do zdjęć, artystów malarzy i muzyków. We wszystkie pozostałe dni nocny targ w Chiag Mai jest może mniej spektakularny ale według mnie znacznie przyjemniejszy od zatłoczonego do granic możliwości weekendowego spędu.

9. Long Neck village?

To bardzo kontrowersyjne miejsce, które jednak zdecydowałam się odwiedzić. Nie wiem czy zrobiłabym to po raz drugi. Chyba nie.  Zawsze chciałam zobaczyć słynne kobiety- żyrafy pokazywane tak często w telewizji. Nick z SK House 2 zamówił nam taxi na cały dzień za 400bh. Pierwszym przystankiem była własnie Long Neck Village-błędnie nazywana w ten sposób ponieważ mieszka tam o wiele więcej plemion z Birmy, Laosu i Chin. Całą wioskę nazwałabym żywym muzeum, niektórzy jeszcze dobitniej nazywają to miejsce ludzkim zoo. Rzeczywiście ma się wrażenie, ze ci ludzie są wręcz „wytresowani” do uśmiechania się i pozowania do zdjęć. Najbardziej naturalne są dzieciaki. Spotkaliśmy dwie 5-6 latki, które zachowywały się całkiem naturalnie, śmiały się (a nie uśmiechały) i koniecznie chciały z nami porozmawiać. Miałam mieszane uczucia będąc tam i widząc sztucznie uśmiechającą się matkę zmuszającą swoje dzieci do tego samego. Smutnym jest też fakt, ze Ci ludzie nie posiadają dowodów osobistych, tożsamości ani podstawowych praw obywatelskich. z jednej strony się do Ciebie uśmiechają, z drugiej…chyba nie mają wyboru!? Szkoda, że dowiedziałam się o tym po wizycie w tym miejscu.

long neck village tajlandia

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wróć do początku
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram