Tromsø – Brama Arktyki

Tromso co wartoDrugi raz wylądowałam w Norwegii. Mam słabość do północy, a wiem to od momentu postawienia swojej stopy na lotnisku w Ålesund. Uwielbiam Skandynawie za całokształt: począwszy od dzikiej natury, skończywszy na mentalności ludzi tam żyjących. Stereotypy każą nam widzieć ich jako zamkniętych, często nawet nieprzychylnie nastawionych, podczas gdy ja dostrzegam w ich postawie ostrożność wobec ‚obcych’. Co więcej, odnoszę wrażenie, że wśród Norwegów (czy to na ulicy, czy w autobusie) o wiele łatwiej o uśmiech niż u Polaków. Ludzie są serdeczni, mili, a to, że nie udają przyjaciela już po 10 minutach znajomości uważam za plus. Ok. To z pewnością wielkie uogólnienia, za którymi zresztą zdecydowanie nie przepadam, ale taki obraz ludzi północy udało mi się wykreować w swojej główce dotychczas.

Dziś zabieram Was do Bram Arktyki, do Tromso, idealnego punktu wypadowego Norwegii Północnej. Jest to siódme, co do wielkości miasto Norwegii, które wyrosło na gruncie małej wioski rybackiej. Leży 350 km na północ od koła polarnego, dlatego wiele osób przyjeżdża tu by łapać (w większości przypadków z powodzeniem) zorzę polarną. Na ten moment jest to najdalej wysunięte na północ miejsce, do którego można z łatwością, dokładniej za pośrednictwem tanich linii lotniczych WizzAir dostać się z Polski. Przewoźnik oferuje bezpośrednie loty do Tromso z Gdańska. Nam udało się złapać bilety za około 380 zł w dwie strony.

Tromso jest stosunkowo młode, bo formalnie na mapie pojawiło się około 200 lat temu, jednak wiemy, iż najstarsze ślady osadnictwa na wyspie datowane są na wiek XII! Oferuje sporo atrakcji, o kilku ciekawszych dowiecie się czytając mój wpis dalej.

Idealnie miejsce do łapania zorzy polarnej
Jak już wspomniałam, jesteśmy kawał drogi za kołem podbiegunowym! W czasie nocy polarnej (27 listopada do 19 stycznia) istnieje duża szansa, że uda Ci się ją złapać. Jeśli nie chcesz wydawać milionów monet na zorganizowane wycieczki (co dla nieogarniętych i leniwych może być jedyną opcją), polecam skorzystać z jednej z wielu aplikacji, służącej do prognozowania tego zjawiska właśnie. My korzystaliśmy z My Aurora Forecast. W wielkim skrócie (ponieważ specjalistą nie jestem i radzę szkolić się w tej kwestii gdzie indziej), aby zobaczyć zorzę potrzeba nam czystego, bezchmurnego nieba oraz wysokiego KP ( 9-cio stopniowa skala opisująca występowanie zorzy polarnej). Im wyższy indeks, tym większa szansa. Dla przykładu, gdy KP wynosi 2, wpatrując się w niebo, masz wątpliwości czy to, co widzisz to jedynie zwykła chmura, czy może wyobraźnia w połączeniu z placebo każe Ci wierzyć, że ma kolor zielony. :p Czyli, że szału nie ma. Kiedy KP wynosi 4 możesz liczyć na spektakularne widoki i tańczące niebo. Pomyślcie więc, co dzieje się na 9. Podobno na poziomie 8, 9 zorza widoczna jest nawet w Polsce (tak, też się zdziwiłam). Szukajcie zorzy z dala od zaszumiającego światła lamp ulicznych… zresztą, jakiegokolwiek światła. Jeśli jesteś w Tromso radzę udać się nad jezioro Prestvannet, znajdującego się na środku wyspy.

Storgata
Storgata to taka krakowska Floriańska. Urocza uliczka, przy której podziwiać możemy drewniane skandynawskie budynki, z pieczołowicie obmalowanymi okiennicami. Oprócz tego Tromso nie pozwoliło mi się zachwycić. Jeden wielki architektoniczny eklektyzm, ze słabym efektem końcowym. Dużo tu niespójności i chaosu. Nowoczesna forma miesza się z tą tradycyjną, ale w mało przemyślany sposób. W każdym razie Storgata to jedyna ulica, na której jeszcze, według mnie można poczuć klimat.

Centrum
Storgatą dochodzimy do centrum, małego a’la ryneczku. Na pierwszy plan wysuwa się stary neogotycki kościół. Gwoli ścisłości jest to jedyna norweska katedra wybudowana z drewna.

Katedra arktyczna (Kościół Tromsdalen)
Ikona Tromso. Tutaj należą się brawa dla architekta Jana Inge Hoviga, który w mistrzowski sposób w 1965 roku, wpisał budynek w arktyczny kontekst. Jest to kościół luterański, do którego, pomijając msze i inne nabożeństwa, aby wejść należy wykupić bilet (około 50 NOK). Ponoć liczba ‚żeber’ tworzących bryłę odnosi się do liczby apostołów. Mam dla Was małą ciekawostkę odnośnie, tego, co było inspiracją projektu. Więcej na temat w następnym wpisie o rajskim Sommarøy.

Muzeum Polarne
Muzeum, do którego niestety nie udało mi się wejść. Pech chciał, że z powodów prac renowacyjnych muzeum zamknięto na okres kilkunastu dni. Mimo to miejsce cieszy się dobrą opinią i myślę, że warto.

Polaria
Akwarium i muzeum poświęcone obszarom polarnym. Widzieliśmy tylko z zewnątrz, nie wchodziliśmy z racji bardzo słabych opinii. Poza tym nadal chcieliśmy, aby nasz wyjazd był jak najbardziej niskobudżetowy, a cena wejścia na teren Polarii do tanich nie należy. Architektonicznie muzeum ma bardzo ciekawą formę, jednak traci przez złą lokalizację, bo zasłaniają ją inne budynki.

Kolejka Fjellheisen

Kolejka liniowa. Z jej górnej stacji Fjellstua, możemy podziwiać przepiękny widok na wyspę. Jest dość droga, bo bilet to 170 NOK w jedną stronę, ale na szczęście mamy alternatywę wyjścia na górę pieszo. Po drodze co rusz spotykamy Polaków. Jadąc kolejką – sami Azjaci wokół. 🙂

Arctic-Alpine Botanic Garden
Najbardziej wysunięty na północ ogród botaniczny, który dzięki swoim endemicznym gatunkom roślin (ponoć) powala na kolana. Niestety w sezonie zimowym ogród jest zamknięty.

Pewnie znajdzie się wielu, którzy wyliczyliby tych atrakcji więcej, ale zrozumiecie mnie, jeśli przeczytacie o innych niesamowitościach, które będąc w Tromso mamy na wyciągnięcie ręki. Biorąc więc pod uwagę to, jak krótko trwał nasz wyjazd, żal było czasu na wyszukiwanie sobie kolejnych mało ekscytujących rzeczy w mieście.

Za rok chcę tu wrócić. W planach mam jazdę psim zaprzęgiem i być może Arktyczne Safari. Trzymajcie się cieplutko!

W NASTĘPNYCH ODCINKACH 

Dzień z kulturą Saamską i karmienie reniferów

Sommarøy – Karaiby północy

Kasia

One Response

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wróć do początku
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram